Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2013

Kajdanki i inne gadżety

Jeszcze nie tak dawno erotyczne akcesoria uważane były za oznakę rozwiązłości. Dziś seksuolodzy polecają je parom, bo wzmacniają więź między kochankami.



Erotyczne zabawki urozmaicają współżycie i otwierają na nowe doznania

Na początku jedno zastrzeżenie: dobrym erotycznym gadżetem nie jest kiepskiej jakości atrapa członka za 20 zł.

- Takie rzeczy kobiety dostają czasem od kolegów na imieniny lub urodziny. Większość panów chce rozśmieszyć koleżanki, może lekko zawstydzić, ale są też tacy, którzy pragną je... rozbudzić - mówi z przekąsem Andrzej Gryżewski, seksuolog.

Jeszcze kilka lat temu mężczyźni z nieufnością traktowali sytuację, w której to kobieta proponowała zabawę gadżetami. Potrafili nawet wycofać się z aktywności seksualnej. Inicjatywę partnerki traktowali jako rywalizację oraz przegraną. Reklama

- Teraz większość panów podchodzi do gadżetów z ciekawością - zaznacza Andrzej Gryżewski. - Wiedzą, że to oni trzymają np. wibrator i to przy nich partnerka otwiera się na eksperymenty. To napawa ich dumą. Chociaż, oczywiście, zdarzają się i tacy, którzy niepokoją się, że w seksie stracą znaczenie.

Kiedy sięgamy po erotyczne zabawki

Akcesoriów używają najczęściej pary, które kochają się rzadziej, a ich współżycie nie jest tak satysfakcjonujące jak kiedyś. Ale to oczywiście nie jest reguła!

Anna Moderska, koordynatorka konsultantek erotycznych Fun Factory (jednego z największych w Polsce sprzedawców seksualnych gadżetów) zauważa: - Bardzo często o zabawki tego typu pytają pary ze sporym stażem, często w udanym związku, które chcą przeżyć coś ekscytującego.

Młodym ludziom, którzy dopiero odkrywają własne ciała, wspomagacze są raczej niepotrzebne, sięgają po nie bardziej doświadczeni, którzy pragną przeżyć dojrzałą erotyczną przygodę. Co kryje się w szufladach sypialni

Pary, które dopiero się poznały, kupują futrzane kajdanki, pejczyki i lateksowe maski. Swoje miejsce w naszych sypialnianych szufladach zajmują też kulki gejszy. Niektóre kobiety dzięki nim nabywają umiejętności szybszego osiągnięcia orgazmu.

- Z kolei mężczyźni lubią różnego typu nakładki na członek. W sprzedaży są zestawy kilku nakładek. Na każdy dzień tygodnia można stosować inną - opowiada Andrzej Gryżewski.

- Wciąż w cenie jest również bielizna erotyczna. Po kilku latach związku to częściej panie są stroną inicjującą kupno takiej bielizny. Mają wtedy poczucie, że dzięki niej współżycie robi się bardziej odświętne.

Popularne są też żele intymne. Głównie ze względu na funkcję użytkową (zapewniającą większe nawilżenie), właściwości (rozgrzewające, chłodzące), zapach (egzotyczny, zmysłowy). Najwyższej jakości gadżety kupują zazwyczaj pary, które dawno zaczęły przygodę z eksperymentowaniem w seksie.

Do polskich sypialni dotarł już nawet wibrator dla par tzw. DeLight, zwany maszynką do wyciskania orgazmów. Jednocześnie masuje cztery najbardziej wrażliwe punkty kobiety: punkt G, wejście do pochwy, pochwę oraz łechtaczkę. Spośród tych najpopularniejszych, seksuolodzy polecają wibratory w cenach od 100 do 160 zł.

Posiadają kilka prędkości, mają różne rodzaje wibracji. Często są połączone z delfinkiem czy króliczkiem stymulującym łechtaczkę. W trzon wibratora są wbudowane kulki, które poruszają się rotacyjnie, co daje szeroki wachlarz doznań.

Dużym zainteresowaniem cieszą się designerskie produkty: złote, srebrne, metaliczne, wielkości szminki. Jeszcze inne mają żywe kolory (limonkowy, malinowy, burgundowy) i przedziwne kształty. Można także wybierać wśród wibratorów typu "królik" spopularyzowanych w serialu "Seks w wielkim mieście". Składają się z dużego trzonu, który wypełnia i masuje pochwę, oraz stymulatora łechtaczkowego.

Uwaga! Seksuolodzy przestrzegają przed zakupem pompek do penisa powiększających wzwód. Choć są bardzo reklamowane, nie warto wydawać na nie pieniędzy, ponieważ nie dają spodziewanych efektów. Poza tym źle stosowane mogą bardziej zaszkodzić, niż pomóc.
Dlaczego warto je wypróbować

Dobre erotyczne akcesoria przełamują sypialnianą rutynę - warto więc zainteresować się nimi, kiedy masz wrażenie, że współżycie stało się monotonne, że "wszystko już było". Albo jeśli uważasz, że masz ochotę spróbować czegoś nowego. Po drugie, używanie gadżetów w łóżku paradoksalnie scala i zbliża kochanków.

- Mogłoby się wydawać, że mały sztuczny przedmiot nie jest w stanie zwiększyć intymności, a jednak tak się dzieje - twierdzi Andrzej Gryżewski. - Używanie akcesoriów to wprowadzanie nowości w związek, otwarcie się na przyjemność i eksperymenty w seksie. Jeżeli do tej pory nie miałaś okazji do wypróbowania erotycznych gadżetów, nie wahaj się, skoro czujesz taką potrzebę. Twój partner nie powinien się wzbraniać. Ale gdy będzie to uważał za coś niepokojącego, możesz mu opowiedzieć o korzyściach ich używania. Na pewno zaintryguje go zapowiedź: "Dzisiaj będziemy bardzo

piątek, 8 marca 2013

Żigolak - Wesołe życie utrzymanka?

To nie męskie prostytutki. Ani panowie do towarzystwa, jakich coraz więcej można znaleźć w sieci. To prawdziwi żigolacy – tak przynajmniej o sobie mówią. Utrzymankowie.



Nie skaczą z kwiatka na kwiatek, z jedną kobietą potrafią spotykać się latami. Albo mają dwie - trzy stałe klientki, o które się troszczą. Od "normalnego" związku ich relacje różni tylko jedno - kobiety, z którymi są, płacą im za to duże pieniądze. Za "bycie", nie za seks.

Krok po kroku

"Zostanie żigolakiem może nie być proste.

- Pierwsza rzeczą, jaką musisz zrobić, jest zadbanie o wizerunek. Wybierz się do fryzjera, by porządnie się ostrzyc. Zalecane jest także usunięcie włosów z pozostałych części ciała, włosy łonowe powinny być możliwie jak najkrótsze, natomiast włosy z pośladków i spomiędzy pośladków trzeba zupełnie usunąć. - Przeglądnij swoją garderobę i wybierz kilka przyzwoitych ubrań. Musisz wyglądać na faceta z klasą, który odnajduje się w każdej sytuacji. - Następnym krokiem jest zdobycie klientów. Jest wiele sposobów, by to zrobić. Możesz kręcić się w pobliżu miejsc, gdzie przebywają zamożne kobiety, ale możesz także skorzystać z niewyczerpanych możliwości internetu. - Nieco trudniejszym, ale za to przyjemniejszym sposobem na zarobienie dużych pieniędzy, jest wyjazd za granicę i świadczenie usług paniom uprawiającym modną obecnie seksturystykę. Zapoznaj się ze zwyczajami mieszkańców kraju, który wybrałeś i dopasuj się do nich lub po prostu udawaj, że jesteś jednym z nich. Zatrudnij się w miejscu, gdzie będziesz miał styczność z turystkami z innych krajów i zaprezentuj swoją ofertę. Musisz być jednak dżentelmenem. Bycie atrakcyjnym i uroczym z pewnością nie zaszkodzi. Większość kobiet chętnie "pomoże" finansowo młodemu, atrakcyjnemu mężczyźnie. - Pamiętaj, że kobiety nie zawsze oczekują seksu, a jeśli już, to nie może to być "sam seks". Kobiety chcą być odpowiednio traktowane, pragną rozmowy i przyjaźni. Seks jest dla nich tylko uzupełnieniem, dodatkiem." Powyższy fragment tekstu to część przewodnika "jak zostać prawdziwym żigolakiem". Choć banalny i nieco modyfikowany w sieci na dziesiątki sposobów, trzyma się jednak pewnych zasad wyznawanych przez utrzymanków. Bądź atrakcyjny, dbaj o ciało, bo to twoje narzędzie pracy i dopieszczaj kobiety, bo to twoi pracodawcy.

Jak w bajce

Artur nie spotkał jeszcze miłości swojego życia. To znaczy, kiedyś wydawało mu się, że spotkał, ale później okazało się, że niekoniecznie. "Miłość" go zdradziła i wpadła z innym. Dziś wspomina to z grymasem irytacji na ustach. Od tego czasu żyje hołdując zasadzie, że "nic nie jest prawdziwe, jeśli chodzi o uczucia". Artur jest wysokim brunetem, z dużymi brązowymi oczyma, wysportowaną sylwetką i uroczym, nonszalanckim uśmiechem. Skończył studia w Krakowie, od prawie ośmiu lat pracuje jednak za granicą, głównie w krajach hiszpańskojęzycznych. Dużo podróżuje. Po Europie, Ameryce Łacińskiej, ostatnio po Azji. Tego wymaga praca. Ale też ta sama praca daje dużo swobody. Jest konsultantem w jednej z dużych amerykańskich korporacji działającej w sferze nowych technologii. I utrzymankiem. To jego druga praca. "Zarabiałem całkiem nieźle, nieźle, żeby się utrzymać na przyzwoitym poziomie, ale już nie na tyle dużo, żeby spełniać wszystkie swoje zachcianki, jak wypady w egzotyczne miejsca, do luksusowych hoteli, bardzo markowe ubrania i równie markowy sprzęt, głównie fotograficzny." Jak przyznaje, nigdy specjalnie mu to nie przeszkadzało. A okazja na dodatkowe zachcianki pojawiła się sama. A jeśli coś pojawia się samo i jest dobre, to tylko idiota pozwoli temu odejść. "Jakieś półtora roku temu, na jednym ze służbowych spotkań, poznałem piękną i uroczą kobietę. Jest Japonką. Ma 43 lata, dwoje dzieci i od kilku lat jest rozwiedziona. Poza tym, jest właścicielką sieci sklepów odzieżowych, bardzo dobrze sytuowaną. Ale samotną. Tak się złożyło, że spędziliśmy ze sobą sporo czasu. Najpierw na bankiecie, następnego dnia na lunchu. Zwykłe, miłe rozmowy. Bez podtekstów. Kiedy rozstawaliśmy się, wymeldowując się z hotelu, moja towarzyszka zapytała wprost, czy nie szukam kobiety, z którą chciałbym się związać. "Jesteś młody, bardzo atrakcyjny i bardzo miły. Podobasz mi się, a wydaje mi się, że i ja podobam się tobie. Co byś powiedział, gdybym zaproponowała ci spotkania dla przyjemności?" - powiedziała wprost." Artur był zaskoczony takim obrotem spraw, zwłaszcza, że podobne sytuacje widział do tej pory jedynie w filmach i nie myślał, że coś takiego przytrafi się akurat jemu. Ale odpowiedział: "tak". "Co mogę powiedzieć. Od ponad roku żyję jako utrzymanek i bardzo mi się to podoba! Układ mamy jasny: spotykam się tylko z nią, wtedy, kiedy ona ma czas. Zrezygnowałem z dodatkowych obowiązków w firmie, żeby być bardziej dyspozycyjnym. Opłaciło mi się to. Moja pani, nazwijmy ją na potrzeby tej rozmowy, Evą, opłaca mi mieszkanie i hotele, w których zatrzymuję się w czasie pracy i podróżując za nią. Przy każdym spotkaniu dostaję od niej bardzo wartościowy prezent: ubrania, perfumy, sprzęt. No i same wyjazdy. Zwykle na kilka dni w miesiącu, ale do najwspanialszych miejsc na świecie. Kuba, Malediwy, Hongkong. Trochę żyję jak w bajce. Tym bardziej, że Eva jest bardzo atrakcyjną kobietą. I ma tak naprawdę jedno wymaganie: nie mogę spotykać się z nikim, kiedy z nią jestem. Jestem w stanie je spełnić, bez żadnych problemów. Warunek z mojej strony? Eva nie może się we mnie zakochać. Tutaj też stawiam sprawę jasno. Jest dobrą kobietą, ale nie widzę się z nią za dwa, trzy lata. Nie chciałbym jej jednak skrzywdzić, dlatego taki warunek. I ona to rozumie. Oboje czerpiemy z tej relacji korzyści. I to jest dobre. Tyle. Nie wiem, czy jestem "typowym żigolakiem", nie znam się chyba na tym za bardzo. Wolę mówić "utrzymanek", to chyba bardziej zbliżone do rzeczywistości."

Nie pójdę z byle kim

"Jak bym się opisał w jednym zdaniu? Szczerze? Mam na imię Tomek (to oczywiście nie jest moje prawdziwe imię, ale tego ci nie zdradzę), mieszkam w Warszawie (choć wcale tam nie mieszkam, ale nie musisz o tym wiedzieć), spotykam się z tobą na seks (choć ty w większości przypadków wolisz tylko moje towarzystwo).
Czy jestem prostytutką? Nie, nie nazwałbym się tak. A jak? Mężczyzną do towarzystwa. Żigolakiem? Pewnie. To słowo nie oznacza prostytuowania się, tylko pewnego rodzaju prestiż bycia "towarem wyjątkowym". Nie szmacę się z byle kim, nie pójdę z każdą zdesperowaną starą kobietą do łóżka, jestem, nazwijmy to, "towarem ekskluzywnym", więc muszę się cenić. Tylko dobre towarzystwo podnosi jakość marki, prawda?" Tomek ma 26 lat. Jest brunetem. Studiował zarządzanie i marketing, ale rok temu zaczęło mu brakować czasu na zajęcia, więc zawiesił studia. Na zdjęciach, które wysyła klientce przed spotkaniem, prezentuje tors - opalony, gładki, dobrze wymodelowany. Chwali się też plecami - kiedy założy ramiona za głowę, wyglądają bardzo atrakcyjnie, mięśnie prężą się niezwykle widowiskowo. Twarz - przystojna, kwadratowa szczęka, ciemne oczy, grube brwi, lekki zarost. Miły uśmiech. Oczywiście, jeśli klientka sobie tego życzy - wysyła też zdjęcia pośladków i penisa. Również we wzwodzie. Jak sam mówi - to narzędzie pracy, więc nie ma się czego wstydzić.

"Dbam o siebie. Solarium - ale bez przesady, raz w tygodniu, żeby zachować zdrowy kolor skóry. Siłownia - dwa razy w tygodniu, żeby mięśnie utrzymywały swój atrakcyjny wygląd. Raz na dwa tygodnie wizyta u kosmetyczki i fryzjera. Raz na tydzień manicure - kobiety bardzo zwracają uwagę na dłonie... Markowe ubrania - na każdą okazję, od garnituru, przez strój codzienny, sportowy, mam nawet strój narciarski, bo dwa razy zdarzyło mi się wyjeżdżać w góry. Dobre buty - klasę mężczyzny poznaje się po butach. Dobry zegarek. Perfumy. Chadzam do kina, znam najnowsze trendy w modzie, interesuję się muzyką klasyczną, czytam co najmniej jedną książkę miesięcznie, tylko o polityce nie rozmawiam. Mam też hobby - wspinaczkę. Myślę, że mogę o sobie powiedzieć, że jestem facetem z klasą. Kobiety to lubią. I ja je lubię. To działa w dwie strony."

Stała praca

Tomek spotyka się zwykle z trzema, czterema różnymi klientkami w tygodniu. Zwykle wychodzi na służbowe i półsłużbowe kolacje i bankiety. Do kina, teatru, filharmonii. Mniej więcej w połowie przypadków pierwsze spotkanie kończy się seksem. Mniej więcej połowa klientek umawia się na kolejne spotkanie.
"Nie miałem jeszcze niezadowolonej klientki. Zwykle, zanim skończymy w łóżku, poznaję każdą z pań na wcześniejszym spotkaniu. To są piękne, samotne, często smutne kobiety. Mają po 30, 40, niektóre 50 lat. Pachną, wyglądają, są czarujące i zabawne. Szukają miłego towarzystwa, ale nie chcą zobowiązań. Nie stać je na to. A niektóre mają za sobą przykre związki z przeszłości. Wolą więc zapłacić profesjonaliście i mieć pewność, że nie wywinę im żadnego numeru, niż ryzykować z kolejną niepewną znajomością.
Nie przyjmuję zleceń od kobiet, powiedzmy, bardzo zaniedbanych, otyłych, starych, tak, starych - nie muszę tego robić. Zresztą w opisie mam ustawiony przedział wiekowy - do 50 lat. Jak już wspominałem, muszę dbać o swoją markę - między innymi za to panie mi płacą. Za moją wyjątkowość.

Do czego dążę? Do stałej pracy, jak każdy. Do tego, żeby mieć ze cztery stałe klientki i nie musieć cały czas starać się o nowe. Na razie mam dwie. Już od roku. Spotykam się z nimi raz, dwa razy w miesiącu. Rozmawiamy, miło spędzamy czas, idziemy do łóżka. Rano czasami robię kawę, a czasami zostawiam kwiatka na poduszce z karteczką, na której piszę "Miłego dnia". Jest miło. Przyjemnie. Nie zmuszam się do uprzejmości. To przychodzi mi naturalnie. Uśmiech kobiety, dla której pracuję, to priorytet. Zadowolenie na jej twarzy. Jej orgazm..."

Za obopólną korzyścią

Miłość? Nie. Fascynacja? Owszem. Nawet nie zawsze za kasę. Wystarczą prezenty lub tylko seks. Starsze kobiety coraz częściej zaczynają szukać u młodszych mężczyzn nie tylko stabilizacji. Czasem chodzi po prostu o przygodę. I tutaj sprawdza się "utrzymanek". Bo przecież żadna nie chce przyznać się do korzystania z usług prostytutki. Robert ma 20 lat. Jest z województwa pomorskiego, mieszka niedaleko centrum Gdańska. Uczy się w technikum. - Związki ze starszymi kobietami powinny wręcz opierać się na sprawach materialnych. Kobieta dostaje to, czego chce i ja również jestem zadowolony. Taka "sponsorka" nie pragnie uczuć, obdarowywanie nimi młodego mężczyzny może być dużym błędem - mówi na podstawie swoich doświadczeń ze starszymi kobietami Robert.
Jak podkreśla, zawsze były to relacje typu "pan do towarzystwa". Najstarsza kobieta, z którą się spotykał miała 40 lat. A miłość? Robert jest zakochany. W dziewczynie trochę młodszej od siebie. Ale miłość i układy towarzyskie to dla niego odrębne sprawy. W rozmowie z ukochaną przyznałby się do spotkań ze starszymi kobietami, ale mówiłby o tym, jak o randkach. Tylko, gdyby zapytała. - Kobieta z paroma latami do przodu wie, jak zaspokoić mężczyznę. A, co najlepsze, sama również wie, czego chce. Pierwsze kroki w sypialni lepiej stawiać wiedząc, że przynajmniej jedna strona wie, co robi - mówi Robert. 20-letni uczeń technikum przyznaje, że znaleźć "chętną czterdziestkę" w internecie nie jest trudno. W jeden z układów Robert wdał się, kiedy poznał samotną czterdziestolatkę w jednym z gdańskich klubów. - Zdziwiło mnie, że taka kobieta siedziała sama, bez towarzystwa. Po chwili rozmowy zaproponowałem przejście "do rzeczy", oczywiście nie dosłownie. Do Gdańska przyjechała w delegację służbową. Spędziliśmy razem parę nocy. To ona płaciła za wszystkie kolacje, wejścia do klubów, itd. Mówiła, że potrzebuje "ochroniarza" w obcym mieście. W końcu wyjechała nie zostawiając żadnego adresu, ani informacji - mówi Robert.

Dorobić do pensji

Jan ma 35 lat i mieszka w woj. warmińsko - mazurskim. Z zawodu jest budowlańcem. Związki ze starszymi kobietami traktuje jako formę "dorobienia sobie". Na ten pomysł wpadł niedawno. Był w jednym tego typu układzie. Na razie jest na etapie szukania kolejnej sponsorki. - Mam przyjemność z takich spotkań, ale i korzyści, prezenty - mówi Jan. Kobieta, z którą się spotykał była od niego starsza o 12 lat. Widywali się przez pół roku, dopóki nie postanowił, że czas na zmiany. Jan za seks dostawał prezenty w postaci drogich perfum czy markowych ciuchów. Pieniędzy nigdy nie brał. Teraz ma większe wymagania, niż za pierwszym razem. Kobieta, z którą będzie się spotykał, oprócz tego, że ma mieć pieniądze i urodę, musi mieć też klasę. Jak sam mówi: "nie może być niedorobionym babsztylem". Różnica wieku, jaką dopuszcza to 15 lat. - Jeżeli trafię na kobietę swojego życia, to zakończę znajomości i spotkania ze starszymi. Myślę, że się nie przyznam. W końcu każdy ma na sumieniu jakieś grzeszki - mówi 35 latek.

Aneta Zadroga, Anna Chodacka

wtorek, 12 lutego 2013

Kobiety, sex i miłość

Kobiety otwarcie i szczerze rozmawiają o własnej seksualności - wynika z publikacji francuskiego psychiatry i seksuologa Philippea Brenota.

"Kobiety, seks i miłość" - książka Philippe'a Brenota to kopalnia wiedzy na temat kobiecej seksualności. Psychiatra, seksuolog, a także przewodniczący Międzynarodowego Obserwatorium Życia w Związku, po ubiegłorocznej publikacji poświęconej mężczyznom, teraz na 300 stronach oddaje głos kobietom.

Jak w roku 2012 ma się kobiece życie seksualne? "Ogólnie bardzo dobrze" - uważa seksuolog. "Kobiety we Francji i w Szwajcarii bez tabu wypowiadają się na temat ich oczekiwań, pożądania, a także swych seksualnych zachowań. Łatwiej niż kiedyś jest też poruszana kwestia przeżywanej przez kobiety przyjemności" - podkreśla Brenot.

Kobiety o seksie mówią bez tabu, ale i bez tabu miłość uprawiają, wprowadzając do sypialni wszelkie praktyki i przedmioty uciechy. Jak wynika z badania, seks oralny gości w łóżku prawie każdej pary, podczas gdy dwa pokolenia temu najczęściej można było go posmakować tylko w "domu uciech".

"Praktyka seksu oralnego wpływa na pożądanie i trwałość związku" - uważa większość ankietowanych, dla których udany seks, to seks intensywny - upojny i czuły zarazem. 46-letnia Anais zdradza, że w łóżku interesuje ją zarówno seks bestialski, jak i chwile czułości. Dla 23-letniej Lucie czułe słówka powinno się natomiast wyrażać poza seksem, który według niej ma być zawsze "gorący".

Bez względu na wiek 60 proc. ankietowanych kobiet uważa, że są piękne, a 67 proc. wierzy w swój uwodzicielski potencjał, ale seksualne igraszki nie zawsze kończą się dla nich orgazmem. Jak wynika z badania, tylko 16 proc. ankietowanych osiąga orgazm regularnie, 55 proc. często, 21 proc. rzadko, a 5 proc. nigdy.

"Ale 74 proc. kobiet odczuwa pożądanie i przyjemność" - podkreśla Brenot, precyzując jednak, że brak orgazmu coraz częściej kończy się rozwodem lub rozstaniem, "bo mężczyźni chcą widzieć swe partnerki usatysfakcjonowane".

Związek pomiędzy brakiem orgazmu podczas stosunku a masturbacją jest u kobiet o wiele bardziej złożony, to jednak z badania wynika, że 68 proc. ankietowanych masturbowało się przynajmniej raz w życiu.

"Masturbacja ponosi za sobą coraz mniejsze wyrzuty sumienia, chociaż wiele kobiet zastanawia się, czy może się masturbować żyjąc w związku!" - wyjaśnia seksuolog. Według badania, 26 proc. kobiet masturbuje się raz w miesiącu, ale 15 proc. nigdy, co Brenot uważa za wielką szkodę.

"To właśnie poprzez autopoznanie kobieta jest w stanie osiągnąć w stosunku z mężczyzną większą przyjemność" - pisze autor.

W książce znajdziemy też wiele innych, zajmujących informacji. Na przykład to, że tylko 52 proc. kobiet jest zakochanych w swym partnerze, a tylko dla 42 proc. kobiet "pierwszy raz" był "w porządku", i że generalnie seksualną ekscytację rozbudza w nich czułość.

"Kobiety, seks i miłość" to owoc badania przeprowadzonego na 3404 kobietach heteroseksualnych żyjących w związku, niekoniecznie małżeńskim, w wieku od 15 do 80 lat.

interia.pl

Chore z pożądania

Seks jest cudowny. Jest wszystkim, co daje mi siłę i ochotę do codziennego życia. Pragnę, pożądam, muszę to robić, zawsze i wszędzie, nieważne z kim, ważne, żeby czuć ten dreszczyk emocji, kiedy kocham się z mężczyzną i wiem, że w tej chwili nie liczy się dla niego nic, poza moim ciałem…

Izabela i Sandra to kobiety, które głośno i wyraźnie mówią, że kochają seks. Dla samego seksu. Dla samej przyjemności. Kochają go tak bardzo, że jedna z nich dla niego rozwodzi się właśnie z mężem, druga spotyka się jednocześnie z dwoma mężczyznami, nie licząc "skoków w bok", które stały się tak częste, że dawno już przestały być "bokiem". A głośno i wyraźnie o swojej miłości do seksu mówią jedynie w sieci. Na co dzień są odpowiednio: nauczycielką akademicką i project menedżerem w dużej stołecznej korporacji. Seksuolodzy podkreślają, że z różnych - kulturowych i fizycznych - przyczyn, seksoholizm dotyka częściej mężczyzn niż kobiety. Częściej, nie znaczy jednak wyłącznie. Izabela

Izabelę poznaję na jednym z portali erotycznych. Ma tam konto od ponad dwóch lat. Jak mówi, właśnie dwa lata temu zaczęła zdradzać męża. Kiedy pytam, czy mogłaby powiedzieć coś o uzależnieniu od seksu, odpowiada, że "owszem", seks to jej drugie imię.

Na drugie mam seks, a na pierwsze Izabela. To oczywiście nie jest moje prawdziwe imię. Nie powiem, jak się naprawdę nazywam, po to jest sieć, daje anonimowość i jednocześnie pozwala mówić wszystko, co się czuje i jak się czuje. Ja czuję potrzebę fizycznego spełnienia. Częściej niż mój mąż. Częściej niż moje znajome. Być może częściej niż większość społeczeństwa. Od kiedy zdałam sobie sprawę, że to mnie uszczęśliwia, przestałam z tym walczyć. Czuję się lepiej. Wolna.

Nie zaczęłam wcześnie. Mam 33 lata, pierwszy raz seks uprawiałam w wieku 20 lat. To dość późno jak na współczesne realia. I w dodatku moim pierwszym facetem był ten, za którego siedem lat później wyszłam za mąż. Nie miałam innych przygód. Ale zawsze lubiłam się kochać. Zawsze, to znaczy od czasu, kiedy tego spróbowałam. "Jeden raz" przed snem nigdy mi nie wystarczał, lubiłam wyobrażać sobie różne erotyczne sytuacje, ze znajomymi z pracy, z nieznajomymi spotkanymi w klubie czy na prywatce u przyjaciół. Często, po seksie z mężem, szłam do łazienki i masturbowałam się jeszcze kilka razy. Oglądałam filmy erotyczne, z czasem zaczęłam sięgać po ostrzejsze porno. Masturbowałam się przy nich, czasami kilka razy w ciągu dnia czy wieczoru. Wysyłałam mężowi pikantne smsy i maile, kiedy wracał do domu, rzucałam się na niego i niemal zmuszałam do seksu. Podobało mu się to. Komu by się nie podobało.

Ale z czasem seks z mężem przestał mi wystarczać. Zarejestrowałam się na portalu erotycznym, zaczęłam podglądać innych, którzy wrzucali tam swoje seksowe igraszki. Pewnego dnia zaproponowałam swojemu facetowi to samo. Kategorycznie odmówił. Zrobiłam to więc sama. Nagrałam wideo, na którym się masturbuję i wrzuciłam do sieci. Dostałam kilkadziesiąt propozycji spotkań od mężczyzn, którzy chętnie prezentowali mi swoje wdzięki i sugerowali gotowość do seksu, kiedy tylko zechcę. Umówiłam się na jedno takie spotkanie. W centrum handlowym, wieczorem, tuż przed zamknięciem, w kawiarni. Mieliśmy wyznaczone miejsce i znak rozpoznawczy - czerwoną różę. Banalne, jak podczas pierwszej randki z nieznajomym, z tym, że tutaj chodziło o akcję, nie wpatrywanie sobie w oczy... Wcześniej ustaliliśmy jedno - spotkamy się bez rozmowy i zbędnych pytań, jeśli poczujemy do siebie pociąganie, zrobimy to. Jeśli nie - rozejdziemy się, również bez pytań. On to zaproponował. Miał doświadczenie w takich spotkaniach. Ja byłam jeszcze "nowa".

Z kawiarni pojechaliśmy od razu do mieszkania "Tomka", bo tak się nazywał mój pierwszy po mężu kochanek. Tak się nazywał w sieci, nigdy nie spytałam o jego prawdziwe imię. Uprawialiśmy seks przez całą noc. Było mi cudownie, w końcu czułam się zaspokojona, dopieszczona, "użyta" na wszelkie możliwe sposoby. Z poznanym w sieci kochankiem spotkałam się jeszcze trzy razy. W tym czasie na podobne wypady umówiłam się jeszcze z trzema innymi mężczyznami. Scenariusz zawsze był taki sam - spotkanie, seks, powrót do domu.

Sandra

Sandra ma 28 lat. Dobrą pracę i mężczyznę, z którym spotyka się od roku. I drugiego mężczyznę, z którym jest od siedmiu miesięcy. I kilkunastu kochanków, choć trudno ich nazwać kochankami, bo zwykle są "do wykorzystania" na jedną noc i po tej jednej nocy nigdy więcej nie ma z nimi nic wspólnego. Nawet z tymi, którzy pracują w tej samej firmie, co ona.

Pierwszy raz kochałam się z mężczyzną w wieku 16 lat. Był starszy ode mnie. Chodziliśmy ze sobą chyba z dwa lata, to była moja pierwsza wielka miłość. Później, przez wiele lat nie miałam specjalnie trwałych związków. Kilka miesięcy i koniec, nic poważniejszego, żadnych zobowiązań, nie miałam na nie czasu, ani ochoty. Najpierw były studia na dobrej uczelni, później pierwsza praca i kolejne szczeble kariery. Rodzice pobrali się późno, a i mnie nie jest spieszno do ustatkowania się, zwłaszcza, że tak uwielbiam mężczyzn, różnych. A dokładniej - uwielbiam uprawiać z nimi seks. Nie wyobrażam sobie teraz związku z jednym.

Czy to dlatego spotykam się równocześnie z dwoma mężczyznami? Być może. Ten, z którym jestem od roku to kolega ze studiów. Spotkaliśmy się jakiś czas po obronie dyplomu i okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego, choć na studiach nigdy nie zwracałam na niego uwagi. Jest porządnym chłopakiem, wiernym, miłym, troskliwym i całkiem dobrym w łóżku. Jest otwarty na wszystkie moje pomysły - oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, bo te "poza zdroworozsądkowe" realizuję z tym drugim, z którym jestem od siedmiu miesięcy. To z kolei wcielony diabeł. Poznałam go na jednym z wyjazdów służbowych, mieszka na stałe w Londynie, a że moja praca to wyjazdy do Wielkiej Brytanii co najmniej raz na dwa tygodnie - mój związek z nim ma się bardzo dobrze. Poznałam dzięki niemu świat londyńskich klubów nocnych, spotkań swingersów i seksualnych imprez, o których wielu miłośnikom niezobowiązującego seksu w Polsce nawet się nie śniło.

Mam też mężczyzn na jedną noc. Kilku z pracy - to były jednorazowe wyskoki, zazwyczaj podczas szkoleń i wyjazdów integracyjnych. Impreza, alkohol, seks do białego rana, następnego dnia czasami powtórka z rozrywki i tyle. Żadnych pytań, każdy wraca do trybików korporacji i nie rozmawia o tym, co się wydarzyło poza jej murami. To dobre, oszczędza niezręcznych sytuacji. Nowe doznania

Izabela: O moich, na początku weekendowych, a później również tygodniowych wypadach, nikt nie wiedział. I nadal nie wie. Ani mąż, ani najlepsza przyjaciółka. Nikt. Szłam do pracy, robiłam, co miałam do zrobienia, wracałam do domu. Kochałam się z mężem. A kiedy zasypiał, włączałam komputer, oglądałam zdjęcia i filmy, masturbowałam się, umawiałam na kolejne spotkania. Szybko i intensywnie, na całą noc. Po roku przyszła kolej na pierwszy seks grupowy. W czyimś mieszkaniu - to był jeden z moich internetowych znajomych. Około 10 osób, seks do upadłego - z kimkolwiek, gdziekolwiek, byle jeszcze i jeszcze. To było nowe, fascynujące doznanie. Lepsze niż każda masturbacja, najbardziej wyuzdane zdjęcia i filmy, najbardziej wymyślne zabawki erotyczne. Na tym spotkaniu był mężczyzna z kamerą. Każdy uczestnik dostał materiał wideo - samo oglądanie go było dla mnie bardziej podniecające niż seks z moim mężem.

Wyraźny podział

Sandra: Mężczyzn w moim życiu dzielę w tej chwili na: ważnych, fascynujących i tych od seksu. Ważny jest mój partner - ten ze studiów. Można powiedzieć, że przy nim mam namiastkę "normalnego" życia, takiego, jak moje koleżanki. Poczucie bezpieczeństwa. To nie jest tak, że go spotkałam, a później zaczęłam go zdradzać. Nie. Odkąd pamiętam, seks na jedną noc był dla mnie czymś normalnym - zaspokojeniem potrzeb, takich jak jedzenie czy spanie. Po prostu. Nigdy nie rozpatrywałam tego w moralnych kategoriach dobra i zła. Dlatego też nigdy nikogo specjalnie o swoim seksualnym życiu nie informowałam. Włącznie z moim "polskim" partnerem. Nie wydaje mi się też, abym go zdradzała. Jest mi przy nim dobrze, jemu przy mnie chyba jeszcze lepiej. I już.

Fascynujący jest mój partner z Londynu. Przystojny, władczy, chętny na nowe doznania, ciągle mnie ciekawy i ciągle oferujący coś, czego jeszcze nie doznałam. Seks w trójkącie, seks grupowy, BDSM (seks z elementami sadomasochistycznymi - przyp. red.), którego wcześniej nie byłam świadoma. Ale to nic tak poważnego, jak mój partner w Polsce. Bardziej - bezpieczna rozrywka na obczyźnie.

Ci od seksu to kategoria rozrywkowa. Kilku kolegów z pracy, z którymi nigdy nie powtarzam jednorazowego seksu, nawet, jeśli nadarza się ku temu okazja. I - w ogromnej większości - nieznajomi poznani w nocnych klubach. Nie zawsze mam czas na to, żeby zaspokoić swoje potrzeby tak, jak bym chciała - za pomocą mężczyzny. Wtedy umawiam się na wideo-seks na portalach erotycznych, w ostateczności oglądam filmy pornograficzne. Ale, co najmniej raz w tygodniu, muszę mieć kontakt z prawdziwym, realnym mężczyzną. Scenariusz jest taki sam: ubieram szpilki i bardzo wyzywającą sukienkę, wybieram się do dużego, modnego klubu. Siadam przy barze, zamawiam kolorowego drinka. Nigdy nie czekałam dłużej niż pół godziny na zainteresowanie moją osobą. Rzadko zabieram kogokolwiek do mieszkania, rzadko też sama wędruję do kogoś. Seks uprawiam zwykle w klubowej toalecie, a kiedy jestem bardziej podniecona, gdzieś w miejscu publicznym - w parku, w bramie, raz nawet zdarzyło mi się zrobić to na przystanku komunikacji miejskiej. Pamiętam, że kilka osób akurat przechodziło obok, ale byłam zbyt podekscytowana, żeby się opanować i przestać. Nie-dramatyczny koniec

Izabela: Zakończenie mojego małżeństwa nie ma żadnej dramatycznej otoczki. Mąż nie dowiedział się o moich seksualnych przygodach, nie wie, że w ciągu dwóch lat spałam z kilkudziesięcioma mężczyznami, znając imię zaledwie kilku z nich. Po prostu oświadczyłam, że chcę rozwodu. Podejrzewa, że mam romans, że jest ktoś inny, z kim chcę być. Nie powiem mu nigdy, jaki jest powód naszego rozstania.

Mogłabym ciągnąć to małżeństwo, ale nie chcę oszukiwać mężczyzny, którego kiedyś bardzo kochałam i pragnęłam, jest porządnym człowiekiem, zasługuje na kobietę, która go w pełni doceni. Ja nie umiem. Dla mnie jest niewystarczający, choć poznając go i wiążąc się z nim, byłam przekonana, że to właśnie miłość na całe życie.

Chyba zrozumiałam, że nie potrzebuję stałego partnera, bo nie będzie on w stanie dać mi tyle satysfakcji, co czysty, nieskrępowany seks. Seks jest cudowny. W tej chwili jest wszystkim, co daje mi siłę i ochotę do codziennego życia, pracy, nudnych obowiązków na uczelni. Pragnę, pożądam, muszę to robić, zawsze i wszędzie, nieważne z kim, ważne, żeby czuć ten dreszczyk emocji, kiedy kocham się z mężczyzną i wiem, że w tej chwili nie liczy się dla niego nic, poza moim ciałem...

Jak sen i jedzenie

Sandra: Nie wiem, czy moje postępowanie jest dobre czy złe. Nie wiem, czy kocham któregoś ze swoich mężczyzn, jeśli już, to chyba tego ze studiów, w jakiś dziewczęcy, naiwny sposób. Unikam wszelkich rozmów o przyszłości, o zobowiązaniach. Boję się tego. Tego, że mogę nie sprostać oczekiwaniom, że moje potrzeby będą ważniejsze, niż czyjeś uczucia.

Z drugiej strony wiem, że nie mogę postępować wbrew sobie. Są ludzie, którzy potrafią żyć bez seksu latami, ja nie potrafię wytrzymać tygodnia. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że żaden mężczyzna nie jest w stanie sprostać wymaganiom takich kobiet, jak ja. Dlatego lepiej tego nie analizować, po prostu poddawać się temu, czego się potrzebuję. A ja potrzebuję seksu. Jak jedzenia i snu.

Aneta Zadroga

Seks na przymus

Uzależnienie seksualne (seksoholizm) często definiują takie zaburzenia, jak kompulsywna masturbacja, natręctwa seksualne, częsta zdrada, częste oglądanie pornografii. Osoby uzależnione od seksu mają skłonność do nadawania seksualnego znaczenia ludziom, sytuacjom, do odnajdywania skojarzeń seksualnych w najzwyklejszych zdarzeniach czy uwagach, spędzają wiele czasu i wydają dużo pieniędzy na pogoń za zdobyczą. Każde zachowanie seksualne może być częścią nałogowego cyklu: trzeba rozpatrywać cały kontekst zachowania, aby upewnić się, czy jest ono kompulsywne. To, co jest zdrowym zachowaniem seksualnym dla wielu, może być szkodliwe dla innych. Uzależnieni od seksu opisują euforię wywołaną przez seks podobnie, jak uzależnieni od środków chemicznych mówią o działaniu narkotyku. Ta euforia może być skutkiem endorfin i innych endogennych substancji wydzielających się w mózgu, podczas gdy stan wywołany przez narkotyki jest wynikiem czynników zewnętrznych.

Podobnie jak w alkoholizmie i narkomanii, nałogowe zachowania seksualne wiążą się ze zniekształconym myśleniem, racjonalizowaniem, bronieniem siebie, uzasadnianiem swojego zachowania i obwinianiem innych za powodowanie trudności. Chociaż niektóre osoby uzależnione od seksu są hiperseksualne - dążą do stosunku seksualnego lub orgazmu kilka razy dziennie - większość taka nie jest. Jeśli ktoś jest uzależniony od romansów, może go doprowadzać do euforii dreszcz polowania i zdobywania, a nie sam akt seksualny.
Charakterystyczne cechy każdego uzależnienia, również dla seksoholizmu:

- przymus (utrata zdolności swobodnego wyboru: zaprzestać czy kontynuować),

- kontynuowanie zachowania, mimo niekorzystnych skutków, jak utrata zdrowia, pracy, małżeństwa czy wolności,

- idea nadwartościowa - obsesja na punkcie zachowania.
Kryteria rozpoznania choroby proponowane przez seksuologa Patricka Carnesa:

1. Powtarzające się próby kontrolowania oraz ograniczania pewnych zachowań seksualnych.

2. Dłuższe i dalej idące zachowania niż planowane.

3. Chroniczne zmaganie się, nieudane próby zaprzestania, zmniejszenia oraz kontrolowania zachowań seksualnych.

4. Spędzanie ogromnej ilości czasu związanego z: poszukiwaniem seksualnych sytuacji, oddawaniu się seksualnym eskapadom oraz leczeniu moralnego kaca.

5. Częste myślenie, planowanie, fantazjowanie dotyczące seksualnych doświadczeń.

6. Zaprzestawanie ważnych obowiązków rodzinnych, zawodowych i towarzyskich na korzyść przyjemności seksualnych.

7. Kontynuowanie zachowań seksualnych pomimo oczywistych strat, trwałych i powtarzających się problemów.

8. Uczucie wzrastającego nienasycenia, potrzeba poddawania się kolejnym, bardziej ryzykownym i niebezpiecznym, bardziej intensywnym zachowaniom seksualnym w celu osiągnięcia tego samego poziom euforii i zadowolenia seksualnego.

9. Ograniczanie lub zaprzestawanie towarzyskich, zawodowych oraz innych przyjemnych/rozrywkowych zachowań - aby wygospodarować więcej czasu na zachowania seksualne.

10. Doświadczanie nieprzyjemnych emocjonalnych stanów (np.: niepokój, poddenerwowanie) gdy nie jest możliwe zrealizowanie kompulsywnego zachowania.

interia.pl