sobota, 21 stycznia 2012

8 błędów, jakie popełniasz w walce o płaski brzuch

Piękny, płaski brzuch jest marzeniem prawie każdego z nas. Jeżeli setki wyrzeczeń, intensywne treningi i zabiegi wyszczuplające nie przynoszą oczekiwanego efektu, należy zastanowić się nad przyczyną takiego stanu. Prawdopodobnie gdzieś popełniamy błąd, który oddala nas od osiągnięcia upragnionej sylwetki. Oto kilka z najczęstszych błędów w staraniach o płaski brzuch. Ćwiczenia nieregularne Każdy trening, prowadzony „od święta”, będzie na dłuższą metę nieskuteczny. Dlatego jeżeli naszym celem jest płaski brzuch, musimy pamiętać o ćwiczeniach regularnych. Dużo bardziej skuteczny będzie trening mniej intensywny i krótszy, a prowadzony systematycznie, niż jednorazowy wycisk. Najlepiej ustalić sobie własny mini plan treningowy, określający częstotliwość i porę ćwiczeń, ich rodzaj, kolejność, ilość serii i powtórzeń. Zalecane jest, aby mięśnie brzucha trenować 3-4 razy w tygodniu, tak aby miały czas na regenerację po intensywniejszej pracy. Ćwiczenia warto wykonywać w 3 seriach, stosując po 8-16 powtórzeń każdego z nich. W pozostałe dni można włączyć inne aktywności fizyczne – np. jazdę na rowerze, trening na bieżni, taniec lub pływanie. Taka forma ruchu dodatkowo pomoże w spalaniu tkanki tłuszczowej. Nie należy zniechęcać się zbyt szybko, gdyż płaski brzuch można osiągnąć tylko poprzez rzetelną, systematyczną pracę, do czego potrzeba czasu i cierpliwości. Ćwiczenia tylko powierzchownych mięśni brzucha Do grupy mięśni brzucha zaliczamy następujące mięśnie: skośny zewnętrzny, skośny wewnętrzny, poprzeczny i prosty brzucha oraz mały mięsień piramidowy, a od tyłu mięsień czworoboczny lędźwi. Podczas ćwiczeń często koncentrujemy się na wzmacnianiu mięśnia prostego brzucha, odpowiedzialnego za pożądany „kaloryfer”, pomijając pozostałe mięśnie, szczególnie te leżące głębiej (mięsień poprzeczny brzucha), a to właśnie one są najbardziej osłabione. Poprawny trening, kształtujący płaski brzuch, powinien więc uwzględniać ćwiczenia dla całej grupy mięśni brzucha, które należy zakończyć umiejętnym rozciąganiem. W pracy nad poszczególnymi mięśniami pomoże zapoznanie się z ich anatomią oraz ruchami, za które są odpowiedzialne. Prawidłową pracę mięśni brzucha wspaniale wspomaga trening typu pilates, który aktywizuje najgłębsze mięśnie tułowia, oraz trening z piłką stabilizacyjną. Ćwiczenia jednokierunkowe Wbrew temu, co często myślimy, nie tylko ćwiczenia mięśni brzucha są ważne w jego kształtowaniu. Pamiętajmy, że nasze ciało jest siecią wzajemnych relacji i powiązań. Mięśnie całego ciała współpracują ze sobą poprzez system połączeń powięziowych. Dlatego tylko wszechstronny trening, obejmujący wszystkie grupy mięśniowe, będzie skuteczny w wyszczuplaniu brzucha. Zła technika ćwiczeń Najczęstszym błędem jest złe wykonywanie ćwiczeń mięśni brzucha. Podczas klasycznych brzuszków, zamiast angażować odpowiednie mięśnie powierzchowne i głębokie, obciążamy nasz kręgosłup, szczególnie w odcinku szyjnym i lędźwiowym. Zadbajmy więc o prawidłową technikę ćwiczeń, najlepiej podczas konsultacji z trenerem personalnym. Ćwiczenia mięśni brzucha łączmy z oddechem. Wydech ustami powinien mieć miejsce na szczycie skurczu mięśni. Częstym błędem jest bezdech lub wykonywanie wdechu podczas pracy mięśni brzucha, które są tzw. pomocniczymi mięśniami wydechowymi. Zła postawa ciała Mięśnie brzucha należą do tzw. mięśni centrum, które zapewniają utrzymanie prawidłowej postawy ciała. Przyczyną osłabienia mięśni brzucha bardzo często są wadliwe nawyki, związane z utrzymywaniem prawidłowej sylwetki (np. garbienie się) oraz niektóre utrwalone wady postawy. Pamiętajmy, aby podczas stania, chodzenia czy siedzenia zawsze trzymać proste plecy i lekko wciągnięte mięśnie brzucha – to też doskonałe ćwiczenie, a kosztuje niewiele wysiłku. Jeżeli mamy wady postawy, najlepiej skontaktować się z rehabilitantem lub specjalistą wychowania fizycznego, który pomoże dobrać odpowiednie ćwiczenia korekcyjne. Stosowanie „pasów wyszczuplających” Noszenie pasów ściskających brzuch wcale nie pomaga w zmniejszeniu jego obwodu. Taki efekt można uzyskać chwilowo, stosując bieliznę modelującą pod ubranie. Jednak noszenie tzw. pasów wyszczuplających prowadzi do ściśnięcia mięśni brzucha, ich złego odżywienia i upośledzonego metabolizmu w tkance. Po pewnym czasie noszenia takich pasów mięśnie brzucha po prostu wiotczeją. Dlatego zrezygnujmy z pasów na rzecz ćwiczeń i prawidłowej postawy ciała. Nieodpowiednia dieta Bez odpowiedniej diety żaden trening nie może być skuteczny i na odwrót – samodzielne stosowanie diety, bez wprowadzenia ćwiczeń fizycznych, nigdy nie pozwoli na uzyskanie pięknego, płaskiego brzucha. Dieta musi być dostosowana do warunków indywidualnych oraz aktywności fizycznej w ciągu dnia. W zaplanowaniu jadłospisu wspomagającego odchudzanie pomoże specjalista dietetyk. Nieprawidłowa dieta może przyczynić się nie tylko do odkładania się tkanki tłuszczowej w pasie brzusznym, ale także do gromadzenia się gazów jelitowych, które powodują wzdęcia brzucha. W dążeniach do płaskiego brzucha należy więc unikać produktów wzdymających. Zabiegi wspomagające W walce o płaski brzuch można zastosować różne zabiegi wspomagające ćwiczenia i dietę. Zaliczamy do nich masaż klasyczny i przyrządowy oraz elektrostymulację mięśni brzucha. Wszystkie te działania powinny być wykonywane przez specjalistę. Sami możemy spróbować domowych zabiegów ujędrniających i automasażu z wykorzystaniem oliwki antycellulitowej.

niedziela, 15 stycznia 2012

Shakira wychodzi za Gerarda Pique

Będzie wielki i medialny ślub! Jedna z największych gwiazd światowego show-businessu i jeden z najlepszych piłkarzy świata będą małżeństwem. Informację podał kolumbijski portal Elheraldo. Do zawarcia świętego węzła małżeńskiego pomiędzy Kolumbijką i Katalończykiem ma dojść po Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Co ciekawe w bardzo podobnym czasie swoje partnerki poślubią inne wielkie gwiazdy futbolu, Cristiano Ronaldo i Andres Iniesta. Romans piosenkarki i obrońcy FC Barcelona rozpoczął się w lutym 2011 roku. Mimo że Shakira jest starsza od swojego mężczyzny o 10 lat, oboje twierdzą, że liczy się dla nich tylko miłość. To dość ciekawe doniesienie, ponieważ media latynoskie informowały niedawno o możliwości rozstania przyszłych państwa Pique. Ślub i wesele mają odbyć się w Barcelonie, dokąd Shakira przeprowadziła się w zeszłym roku z Wysp Bahama.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Zdrada w styczniu

Zdaniem ekspertów, właśnie teraz dochodzi do największej ilości zdrad. "Święta i Nowy Rok to okres, w którym pary spędzają ogromne ilości czasu ze sobą i ze swoimi rodzinami. To bardzo klaustrofobiczne doświadczenie, które statystycznie najczęściej prowadzi do skoku w bok". Ta opinia, niestety, znajduje potwierdzenie w liczbach. W ostatnich dniach "zarejestrowanych cudzołożników i cudzołożnic" przybywa w zastraszającym tempie - tak przynajmniej podaje największy brytyjski portal, zrzeszający ludzi, "którzy są nieszczęśliwi w swoich związkach małżeńskich i chcą przeżyć pikantny romans na boku...". Witryna "Illicit Encounters", bo o niej mowa, szczyci się wysoką pozycją wśród nowego gatunku stron, które namawiają do zdrady partnera i łamania przysięgi małżeńskiej - tym samym, to coś więcej, niż tylko zwyczajny portal randkowy. Obecnie, na stronie zarejestrowanych jest ponad 640 tysięcy Brytyjczyków, co stanowi 3% całkowitej populacji Wyspiarzy po ślubie... Niezależnie od opinii na temat tego przedsięwzięcia, trzeba przyznać, że to imponujące wskaźniki, jednak prawdziwy skok popularności "Illicit Encounters" przeżywa dopiero od kilku dni, a konkretniej od trzeciego stycznia. Wedle statystyk, ujawnionych na łamach "Daily Mail", to właśnie tego dnia swój profil stworzyło aż tysiąc osób, jeszcze więcej chętnych do zdrady pojawiło się wczoraj, natomiast na dzisiaj zaplanowano kolejny rekord. Przy czym należy zaznaczyć, że przeciętnie, każdego dnia rejestruje się ok. 450 nowych użytkowników - a więc 50% tego, co obserwujemy obecnie. Owe klaustrofobiczne święta to zdaniem Rosie Freeman-Jones, konsultancki ds. zdrady, główna przyczyna wzrostu ruchu na portalach dla cudzołożników. "Czwarty stycznia to z reguły jeden z pierwszych dni wolności - wracamy wtedy do pracy, uwalniamy się od rodziny, a małżonkowie wreszcie są w stanie wymknąć się spod trwającej kilka tygodni wzmożonej inwigilacji zaserwowanej im przez partnerów", mówi Freeman-Jones. A, jak wiadomo, chyba nie ma miejsca, w którym byłoby łatwiej o "odreagowanie stresów", niż Internet. Tym bardziej, że w globalnej sieci powstaje coraz więcej portali pokroju "Illicit Encounters", które poza okazją na łatwy i szybki seks, gwarantują także dyskrecję - w końcu każdy z użytkowników takiej witryny, posiada obrączkę na palcu. Te doniesienia dość mocno korespondują z ostatnią ankietą firmy "One Poll", która ustaliła, że - tylko w minionym roku - co najmniej 18,3% kobiet i 24,4% mężczyzn dopuściło się zdrady minimum jednokrotnie. Warto również dodać, że ostatnimi czasy naukowcy postanowili zbadać wzorce zdrady kobiet i mężczyzn poza Internetem - dzięki czemu ustalono, z kim najczęściej przysięgi małżeńskie łamią panowie, a z kim panie. Okazało się, że podczas gdy kobiety przeważnie wybierają na kochanków mężczyzn, których już dobrze znają i lubią (współpracownicy, przyjaciele, znajomi), faceci z reguły idą do baru, albo w jakieś inne miejsce publiczne, gdzie podrywają nieznajome kobiety. W tym miejscu nasuwa się pytanie - czy, wobec tego, większość z tych, którzy rejestrują się na portalach dla zdrajców to aby nie mężczyźni? W końcu jak dowodzą badania, to oni gustują w nieznajomych, co nasuwałoby przypuszczenie, że panie raczej korzystają z portali typu Facebook. ReklamaZegarki od W.KRUK. Bezpłatna dostawa nawet w 48 godzin A co zrobić, kiedy już żona przyłapie cię na zdradzie? Cóż, eksperci tłumaczą, że może być nieciekawie, ponieważ kobiety mają większe problemy z wybaczaniem - tylko 20% z nich jest w stanie przeboleć niewierność partnera (u mężczyzn 25%), jednak analizy pokazują, że zdrada boli mniej, jeśli partner udowodni, że w momencie popełniania wykroczenia był pod wpływem alkoholu. Najwyraźniej butelka osiemnastoletniej whisky bywa najlepszym prawnikiem, co warto mieć w pamięci i... barku. Lecz podstawową radą, jaką pragniemy wam udzielić jest - nie zdradzajcie! Trwajcie przy swoich wybrakach i unikajcie pokus. Zwłaszcza teraz, na początku stycznia. Tym bardziej, że zdrada jest jak bumerang - prędzej czy później do Ciebie wróci.

piątek, 6 stycznia 2012

Dziewczyny z tatuażami

Jeden z tatuaży Moniki, fot. A. Majewska Każda kobieta chce być piękna, chce poprzez swój wygląd wyrazić siebie. O to chodzi w modzie. Ale są kobiety, które zamiast kupna torebki czy wizyty u fryzjera wolą iść do salonu tatuażu. Monika, Gosia, Luiza – mają na ciele po kilka barwnych rysunków. I należą do coraz liczniejszej w Polsce grupy... dziewczyn z tatuażami.
Do studia Jah Love Tattoo na warszawskim Mokotowie schodzi się po krętych schodkach. Już od progu wchodzących wita szum maszynki do tatuowania. W środku, na wygodnej leżance, siedzi skulona dziewczyna. W oczach ma łzy. A na plecach... na jej plecach, Adolf Laskowski, jeden z właścicieli studia, tatuator, „maluje” za pomocą tuszu i igieł motyw roślinny. Czerwony, otwarty kwiat lilii w otoczeniu pąków, liści, łodyg. Zostanie na całe życie. Ale żeby go mieć, płacząca dziewczyna spędzi na kozetce kilkanaście godzin – i w dodatku słono zapłaci, ponad 1000 zł. Monika z wygodnej kanapy w poczekalni obserwuje całą scenę. Patrzy ze współczuciem na siedzącą w głębi młodą kobietę. Zna ten ból, to zaciskanie zębów – ale i uczucie: „Wow, ale piękne!”, które pojawia się tuż po zrobieniu tatuażu. – Zawsze jest tak, że gdy cię boli, przysięgasz sobie, że już nigdy więcej. Ale jak zobaczysz efekt w lustrze, zapominasz o cierpieniu i zostaje ci tylko radość i satysfakcja, że masz na swojej skórze coś tak fajnego. Dzieło sztuki – mówi Monika. Monika i jej dwie koleżanki, z którymi wpadła odwiedzić zaprzyjaźnionych tatuatorów, mają nieformalny status „przyjaciółek studia”. Każda z nich odbyła tu kilka sesji tatuażu i... zaprzyjaźniły się z właścicielami. Ludzi, którzy dzielą wspólną pasję, wiele przecież łączy. ODWAGA I PRZEKORA
Na kanapach siedzą: Monika, 22 lata. Filigranowa blondyneczka o twarzy aniołka. Ma tatuaże na stopach, brzuchu, palcach dłoni, przedramionach i ramionach – w tym jeden w trakcie konstruowania. To różowo- czarne cętki, jak u lamparta. W pierwszej chwili ma się wrażenie, że... spod koszulki z krótkim rękawem wystaje Monice druga bluzka. Ale nie. To po prostu jej skóra. Oprócz tego Monika ma dziesięć kolczyków. I marzenie, by samej kiedyś wykonywać malunki na skórze. Już nawet zaczęła. Gosia, 28 lat. Nie da się jej nie zauważyć, mijając na ulicy. Kolorowy strój („Lubię barwy, dają mi energię!”), kolczyk nad wargą (jedyny!). Na powiekach – kreski zrobione eyelinerem w stylu lat 60. Jak u Marilyn Monroe, którą Gosia uwielbia i z której udziałem filmy namiętnie ogląda. Puszysta blond grzywka, odcinająca się od ciemnych półdługich włosów, to też trochę hołd dla Monroe. Gosia ma trzy tatuaże, ten największy, na ramieniu, będzie dokończony za kilka dni. Jest dziełem Maćka Sikorskiego, który prowadzi Jah Love Tattoo razem z Adkiem. Jeszcze nie do końca wiadomo, co znajdzie się na tym tatuażu. Gosia w pełni zaufała Maćkowi, którego zna od dziesięciu lat, robił wtedy jej pierwszy tatuaż: jaszczurkę; teraz stała się fragmentem kolorowej i skomplikowanej kompozycji. Gosia tylko powiedziała Maćkowi, co lubi: kreskówki, filmy Tima Burtona, żywe kolory. A on wymyślił cały ten świat, który namalował na skórze jej ramienia. I tak: jest kreskówkowy kurczak oraz rosiczki. Na liściu siedzi jaszczurka, w tle widać śmieszne grzybki. Dużo się dzieje na tym drobnym ramieniu jednej Gośki. Luiza, 35 lat. Gładko zaczesane włosy, elegancki, spokojny makijaż – Luiza od niedawna zajmuje się zawodowo wizażem i stylizacją. Mąż, dwójka dzieci i... dwa tatuaże. Pierwszy, zrobiony dziesięć lat temu, to był niewielki szaro-czarny kwiatek na plecach. Mniej więcej dwa lata temu Luiza zdecydowała się powiększyć wzór – z kwiatka rozwinął się zapierający dech w piersiach motyw na całe plecy. Jej drugi tatuaż dopiero powstaje: na boku, w talii – będzie bardzo kolorowy. Dziewczyny nie są wyjątkami. Tatuaż stał się modny, kolorowe ozdabianie skóry weszło na salony. Agnieszka Chylińska, Doda, Tomasz Karolak z dumą prezentują swoje tatuaże. To już nie są czasy, gdy rozpływające się kontury kotwic i gołych bab wyzierały spod rękawów panów z adnotacją „karany” w kartotece. Dziś tatuaże nie budzą lęku. Wymagają jednak mocnego charakteru. – Trzeba być odważnym, żeby zdecydować się na tatuaż, zwłaszcza duży. Bo zaraz mnóstwo osób, z rodzicami na czele, powie ci: „Zwariowałaś?! A jak potem nie będziesz mogła znaleźć pracy?” – przyznaje Gosia. Z drugiej strony, jak mówi Maciek Sikorski, spora część klientów rekrutuje się spośród pracowników korporacji. Na co dzień ubrani w identyczne garnitury i krawaty, marzą, by mieć coś osobistego, wyjątkowego. Tylko – gdzie na to miejsce? Ano, pod garniturem. Można sobie wbrew niemu myśleć: „OK, w pracy jestem tylko urzędnikiem bankowym w białej koszuli, księgową w szarej garsonce. Ale pod spodem! O! Tam jestem naprawdę sobą!”. ZAPIS ŻYCIA
Choć główną grupę klientów studiów tatuażu stanowią ludzie między 25. a 40. rokiem życia, ochota na zrobienie tatuażu pojawia się zwykle wcześniej. – I jeden, i drugi dziadek mieli tatuaże, takie typowo marynarskie. Jak byłam małą dziewczynką, pocierałam je i dziwiłam się: co to za rysunek, który nie schodzi? Fascynowało mnie to i chyba już wtedy chciałam też mieć coś takiego – wspomina Gośka. Ale z pierwszym tatuażem musiała zaczekać do pełnoletności – tatuatorzy w profesjonalnych studiach zawsze sprawdzają dowody osobiste. Wybrała z katalogu motyw jaszczurki. Bo jej się spodobała. Wtedy właśnie Gosia poznała Maćka Sikorskiego. Trafiła do niego ponownie dwa lata temu, z nietypowym zleceniem: miała ze sobą zdjęcie ukochanego psa Aresa. Zmarł półtora roku wcześniej. – Byliśmy razem czternaście lat. To był mój pierwszy pies, i będzie ostatnim. Moja wielka miłość. Pamiętam dokładnie dzień, gdy podczas spaceru w parku zrobiłam mu zdjęcie, które potem posłużyło za wzór. Ten pies tak dużo mi dał. Chciałam, żeby był ze mną już do końca życia. Dziś, kiedy oglądam tatuaż w lustrze, widzę Aresa jak żywego, biegnącego do mnie z roześmianym pyskiem. I też się uśmiecham – mówi Gosia. Zdarzają się klienci, którzy proszą o wykonanie portretów swoich zwierząt, ale też i ludzi. Bywają tacy, którzy chcą mieć swój własny portret. Dla miłośników tatuażu skóra to nie tylko powłoka ciała, to także rodzaj pamiętnika, blogu, za pomocą którego demonstrują siebie: to co kochają, co jest dla nich ważne, to, jacy są. – Dlatego tak istotny jest wybór tatuatora. Trzeba znaleźć nie tylko kogoś, kto się na tym zna, ale z kim też nawiąże się specjalną więź. Kogoś kto cię zrozumie – radzi Monika. Tym bardziej że – jak mówi Maciej Sikorski – obecnie prawie nie wybiera się tatuaży z katalogu. Klient przychodzi albo z własnym pomysłem, który tatuator musi ubrać w kreskę, w wizję, albo ze zdjęciem: psa, tygrysa, kwiatu. „Wyrazić siebie”, takie jest najgłębsze pragnienie osób, które pukają do drzwi Jah Love Tattoo i innych salonów. Ale przecież ci ludzie znajdują i inne pola ekspresji dla tego, co im w duszy gra. Gosia wyszukuje w sklepach kolorowe ciuchy, farbuje włosy. Lubi się wyróżniać na ulicy, być inna niż rówieśniczka, która stoi obok. Luiza i Monika są zafascynowane modą. Luiza zaczyna pracować jako wizażystka, doradza innym kobietom, jak stworzyć własny, niepowtarzalny wizerunek. Monika uczy się w szkole charakteryzacji filmowej, chce mieć własne studio fotograficzne, projektować ubrania. Czy tatuaże czasem im przeszkadzają? Rzadko, ale... Luiza tak wybiera suknie z dekoltem na plecach, by tatuaż ładnie w nich wyglądał. Romantyczne sukienki w różyczki odpadają! Monika zmieniła kolor włosów z rudego na blond, żeby pasował do panterki na ręce. POKAZAĆ SIĘ ŚWIATU
Bo tatuaże nie do wszystkiego i nie do każdego pasują. Monika pochodzi z małego miasteczka na Mazurach, 25 tysięcy mieszkańców. Z początku zdarzało jej się słyszeć niewybredne komentarze, choć z czasem wszyscy przywykli. Teraz mama mówi do niej pieszczotliwie: „Moja mała panterko”. Gośka kiedyś usłyszała, że „chyba asfalt jej się wylał na plecy”. Jej rodzice z początku nie byli zachwyceni nową pasją córki. A mężczyźni? – Mało mnie to interesuje. Jakby się któremuś nie podobało, to jego problem! Zresztą, ja nie składam się tylko z tatuażu, mam oczy, włosy, osobowość i całą resztę. Nie będę oglądała się na cudze opinie – twardo deklaruje Gosia. Monika dodaje: – Jeśli należysz do środowiska, w którym tatuaże to część kultury, wcześniej czy później znajdziesz partnera z tatuażami. W przypadku Luizy jej pierwszy, niewielki wzorek nawet spodobał się rodzinie. Gorzej było, gdy rysunki zaczęły się rozrastać. Mąż Luizy też postanowił zrobić sobie tatuaż – dwa lata po żonie. Dzisiaj ma smoka, rybę... Wzory są jednak w takich miejscach, że łatwo je ukryć pod ubraniem. Bo choć dzieciom Luizy kolorowe ozdoby na skórze mamy i taty bardzo się podobają, ona zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszyscy muszą być tak tolerancyjni. Nie chciałaby narazić dzieci na przykre komentarze kolegów, dlatego na wywiadówkach nie kłuje w oczy innych rodziców i nauczycieli swoimi tatuażami. Jednak w nobliwych strojach Luiza czuje się po prostu źle. Niedawno organizowała pokaz makijażu i musiała wystąpić w eleganckiej, spokojnej sukience. Po kilku godzinach czuła się w tym stroju tak sztywna i nieswoja, że bezpośrednio z pokazu przybiegła do studia, do Maćka i Adka. Podpatrzeć, co robią, odetchnąć. Ani Luzie, ani Gosi, ani Monice nie zdarzyło się mieć problemów z pracą z powodu tatuaży, choć słyszały o takich przypadkach. Ale one nie pracują w firmach, gdzie obowiązują z góry ustalone reguły i oficjalne stroje. W korporacji pracowała tylko Monika – i tylko przez trzy miesiące. Odeszła nie przez tatuaże, ale dlatego, że przeszkadzały jej sztywne zasady i biurowe życie. Dziewczyny z tatuażami wysoko cenią swoją wolność, możliwość realizowania i wyrażania siebie. I w wyglądzie, i w życiu. Ubierają się kolorowo, uprawiają sporty ekstremalne. Jak Monika, która kocha snowboard i windsurfing, czy Gosia, która jako wolontariuszka opiekowała się skoczkami narciarskimi podczas zawodów na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. I jest takich dziewczyn coraz więcej. W Jah Love Tattoo kobiety stanowią dwie trzecie klientów! – Wolę pracować z kobietami. To przyjemniejsze. I kobiety często chcą mieć po prostu ładne rzeczy, a nie czaszki, piszczele i płomienie. Wiele jest takich, które przyjdą raz, a potem pojawiają się znowu – opowiada Maciek Sikorski. Luiza, gdy zakiełkuje u niej pragnienie posiadania na skórze nowego wzoru, czeka pół roku, rok, bo może przejdzie. Inaczej, jak twierdzi, miałaby już na sobie tatuowany garniturek... Gosia, która kończy trzeci wzór, marzy o czwartym. Chciałaby jakiś motyw z filmów ukochanego reżysera, Tima Burtona. Dziewczyna, która przez kilka godzin płakała z bólu na kozetce podczas tatuowania, staje przed lustrem. Rzut oka na plecy. Ogromny kwiat jest jeszcze opuchnięty, wokół rysunku widać czerwone obwódki. Ale efekt jest! Dziewczyna ociera łzy, poprawia makijaż. Uśmiecha się. Ból już się nie liczy. Liczy się tylko to, że za dwa tygodnie – gdy skóra się zagoi – będzie mogła pokazać całemu światu czerwoną lilię, jakiej nie ma nikt. Czy nie o to właśnie w tym wszystkim chodzi? http://www.kobieta.pl/uroda/twarz-i-cialo/zobacz/artykul/dziewczyny-z-tatuazami/

środa, 28 grudnia 2011

Kobiety - jedyne ssaki, które mają piersi

Wyraźne piersi u kobiet to anomalia w świecie ssaków. Choć są wabikiem dla płci przeciwnej, nie spełniają konkretnej funkcji poza okresem karmienia potomstwa. Dlaczego więc kobiety dźwigają to wyjątkowe brzemię swojej kobiecości od okresu dojrzewania aż do śmierci? 

Obfity lub skromny – każdy kobiecy biust budzi zainteresowanie, szczególnie wśród mężczyzn. Wygląd kobiecych piersi w ich najlepszej kondycji jest istotnym elementem dymorfizmu płciowego u ludzi. Tym samym biust stanowi seksualny wabik dla panów. 


Od samic innych gatunków kobiety różnią się względnie pokaźnych rozmiarów biustem, który stanowi wyraźną część sylwetki nie tylko w okresie ciąży i karmienia, lecz również od okresu pokwitania aż do śmierci - nawet wtedy, kiedy jest, biologicznie rzecz ujmując, zbędny. Co więcej, kobiece piersi tworzy przede wszystkim tkanka tłuszczowa, nie gruczołowa. Dlaczego więc ewolucja nie pozbyła się tego „ciężaru” ? 

By odpowiedzieć na to pytanie, musimy powrócić do momentu, kiedy Ziemię zasiedlali nasi przodkowie – istoty podobne do współcześnie żyjących małp człekokształtnych. Wówczas kopulacja między „kobietami” a „mężczyznami” przybierała, rzecz oczywista, bardziej zwierzęcą formę - samiec pokrywał samicę od tyłu. Budowa anatomiczna małp z rodziny człowiekowatych dziś także ułatwia tego rodzaju kopulację. Lecz z chwilą kiedy nasi przodkowie przyjęli pozycję wyprostowaną, budowa naszych ciał zaczęła się zmieniać. Narządy rodne kobiety „przesunęły się” nieco ku przedniej części ciała. Konsekwencją tych anatomicznych zmian była także zmiana w zachowaniach seksualnych. Przesunięta pochwa umożliwiła nam seks „twarzą w twarz”. 

Drobna zmiana w pozycji seksualnej sprawiła, że u pradawnych kobiet zaczęły pojawiać się wyraźne piersi. Jedna z hipotez mówi o tym, że kobiecy biust miał zastąpić okresowo powiększone narządy rodne kobiety, które u małp i naszych przodków były wabikiem dla samców. To właśnie powiększony i zaróżowiony srom oznaczał gotowość samicy do kopulacji i spłodzenia potomstwa. Wybierający samicę samiec skupiał się na tylnych częściach jej ciała, by również w ten sposób ją ostatecznie pokryć. Gatunek Homo sapiens musiał zatem wykształcić strukturę, która zastąpiłaby pokaźnych rozmiarów srom. Zamiennik pojawił się więc na klatce piersiowej i wzbudził w wielu kulturach niemałe poruszenie… 


Dziś piersi to jeden z ważniejszych atrybutów kobiety. W kulturze Zachodu za atrakcyjne uchodzą większe biusty, toteż coraz więcej pań decyduje się na operacje plastyczne, mające na celu poprawę natury. W rzeczywistości jednak, świat promuje zachwyt częścią ciała, która nie pełni istotnej funkcji. Kobiece piersi nie są już, jak u zwierząt, oznaką płodności i gotowości do wykarmienia potomstwa. Co więcej, te spośród pań, które decydują się na powiększenie biustu z pewnością nie robią tego w celu polepszenia wartości odżywczych swojego pokarmu dla przyszłego potomstwa. 

Teza o „przeniesieniu” seksualnego centrum ze sromu ku przednim rejonom ciała nie przemawia jednak do wszystkich. Dla innych pokaźnych rozmiarów piersi to absolutnie zbędny element ludzkiej anatomii – na tyle, że stał się swojego rodzaju wskaźnikiem kondycji kobiety. Organizm, który inwestuje w wykształcenie bezużytecznego (przez większość czasu w życiu) elementu ciała, to organizm zdrowy i mogący pozwolić sobie na przeznaczenie znacznej dawki energii na istnienie relatywnie niezasadnej części ciała. Dodatkowo, jeśli piersi są symetryczne (co w naszym rozumieniu dostarcza im atrakcyjności), organizm kobiecy wydaje się inteligentnie „zarządzać” gospodarką tłuszczów. W świecie fauny istnieje bardzo podobne zjawisko. Samce pawia zwyczajnego, które cieszą się pokaźnym i pięknym ogonem, są dla samic atrakcyjnymi partnerami. Mimo że, obfity pióropusz nie ułatwia im życia, a nawet stanowi problem w obronie przed drapieżnikami, ewolucja wciąż promuje jego wykształcanie u osobników męskich. 


W istocie, kobiece piersi bywają uciążliwe – szczególnie, jeśli towarzyszą nadwadze lub otyłości. Ponadto, kształt biustu nie jest praktyczny z punktu widzenia dziecka, które karmione jest mlekiem matki. Wydłużone sutki u samic innych zwierząt są znacznie bardziej wygodne niż krągłe piersi kobiet i względnie małe brodawki sutkowe. 

Natura bywa bezwzględna – zdaje się chętniej promować potrzeby seksualne niż dobro potomstwa. Z tego względu, przez tysiące lat, mężczyźni, którzy wybierali partnerki z większym biustem, przyczynili się do utrwalenia tej cechy w populacji ludzkiej. Za pokaźnych rozmiarów biusty, panie mogą więc podziękować panom. 
http://odkrywcy.pl/kat,111396,page,2,title,Kobiety-jedyne-ssaki-ktore-maja-piersi,wid,14118173,wiadomosc.html

niedziela, 25 grudnia 2011

Drobnoustroje w wodzie mineralnej


Na zlecenie UOKiK-u test 15 wód źródlanych i mineralnych przeprowadziła Fundacja Pro-Test. Zobacz, co w nich znaleźli.
Fundacja oddała 11 mineralnych i cztery źródlane wody do akredytowanego laboratorium, gdzie zostały poddane szczegółowym badaniom. Wszystkie wody miały opakowania półtoralitrowe i były w okresie przydatności do spożycia. Ich wybór poprzedzony był szczegółowym rekonesansem w super- i hipermarketach. Wybrano te najpopularniejsze i najbardziej reklamowane.

W badaniu wzięto pod uwagę:
  • oznakowanie etykiety;
  • zgodność składu z etykietą;
  • czystość wody (wskaźniki fizykochemiczne, zawartość substancji niepożądanych i toksycznych w nadmiernych stężeniach, itp.);
  • zapach, smak, wygląd i konsystencja.
Najlepszą wodą okazała się woda źródlana Mama i Ja oraz naturalna woda mineralna Nałęczowianka. Obydwie otrzymały maksymalną ocenę 5. 

Ocenę bardzo dobrą (większa od 4,5 lub równa) otrzymały jeszcze trzy inne produkty - Nestle Aquarel (4,9), Arctic Plus (4,7) oraz Ustronianka Biała (4,6).

Wszystkie pozostałe testowane wody otrzymały ocenę jakości dobrą (ocena z przedziału 4,4-3,5).

Cała prawda na etykiecie?

W przypadku większości wód na etykietach w zasadzie pojawiły się wszystkie wymagane przepisami podstawowe informacje, nazwę wyrobu, nazwę producenta i miejsca produkcji wraz z adresami, data minimalnej trwałości i warunki przechowywania. Tylko niektóre produkty miały braki w tych informacjach

Na opakowaniach CisowiankiKingi Pienińskiej i Jurajskiej brakowało pełnych adresów producenta, a o wodzie Górska Natura wiemy tylko tyle, że jest wyprodukowana w UE. W przypadku Cisowianki dodatkowo zabrakło nazwy "naturalna woda mineralna", która powinna znaleźć się na etykiecie takiego rodzaju wody, a Kingi Pienińskiej - stopnia nasycenia i pochodzenia CO2.

Warto zwrócić uwagę również na brak informacji o czasie przechowywania wody po otwarciu, szczególnie tych, które otrzymały atest dla dzieci przyznany przez Instytut Matki i Dziecka czy Centrum Zdrowia Dziecka - Mama i jaNestlé AquarelŻywiec Zdrój.

W badaniu etykiet maksymalną liczbę punktów uzyskała tylko Nałęczowianka.

Skład wody może przerażać

Odpowiednie, bezpieczne poziomy zawartości tych substancji w wodach jest rygorystycznie określone odpowiednimi przepisami i monitorowane.

Najbardziej popularnymi niepożądanymi związkami są:
  • azotyny i azotany - szkodliwość azotanów jest niska, ale mogą się one przekształcać w azotyny, które są toksyczne. Ich niepożądane działanie utleniające prowadzi do utraty zdolności przenoszenia tlenu przez zawartą we krwi hemoglobinę. Mogą też blokować, a nawet niszczyć witaminy, negatywnie wpływać na białka, działać rakotwórczo.
    Żadna woda w zestawieniu nie przekraczała dopuszczalnych limitów. Największą zawartość azotanów miały wody źródlane - Górska Natura iŻywiec Zdrój.
  • bar - sole baru, rozpuszczalne w wodzie mogą być przyczyną zaburzeń sercowo-naczyniowych i układu nerwowego.
    W żadnej z wód poziom baru nie przekraczał dopuszczalnego poziomu 1 mg/l. Jedynie dwie wody miały stosunkowo wysoką zawartość tego składnika:Piwniczanka – 0,748 mg/l i Muszynianka – 0,611 mg/l.
  • fluor - toksyczny w nadmiernych ilościach. Żadna woda nie przekraczała dopuszczalnego limitu.
  • uran - obecność uranu w wodzie nie oznacza, że jest ona radioaktywna. Składnik ten ma jednak szkodliwe działanie chemiczne. U osób, które piją wodę o podwyższonej zawartości uranu przez dłuższy czas, może wystąpić uszkodzenie nerek.
    Najwięcej uranu spośród 15 badanych wód miała Ustronianka Biała (1,2 mikrograma/l), jednak nawet ten poziom jest poniżej wartości dopuszczalnych nawet dla niemowląt.
  • rad - obecność radu (jak i innych pierwiastków promieniotwórczych) w wodzie niesie ze sobą różne zagrożenia. Przykładem jest rad, który praktycznie nie jest wydalany na zewnątrz organizmu i odkłada się w kościach.
    Spośród wszystkich badanych wód żadna nie przekracza poziomu radu wskazanego przez prawo polskie oraz unijne. Najwięcej zawiera goStaropolanka 2000. Jednak nawet tutaj, pijąc zgodnie z zaleceniami producenta najwyżej litr dziennie osoba dorosła nie naraża się na dawkę przekraczającą bezpieczny poziom. Nastolatek może wypić jej najwyżej 200 ml dziennie, a kobiety w ciąży, karmiące mamy i małe dzieci nie powinny pić jej wcale.
W wodzie mogą się również pojawiać bakterie. Ogólna ich liczba nie może przekraczać 100 kolonii w 1 ml dla bakterii psychrofilnych oraz 20 kolonii w 1 ml dla mezofilnych. Bakterie psychrofilne rozwijają się w temperaturze 20-22C, a mezofilne - 37C.

Najwyższą liczbę bakterii psychrofilnych zawierają wody Jurajska (58 kolonii) iGórska Natura (40 kolonii). W obydwu przypadkach jednak mieściły się one w limicie.

W przypadku bakterii mezofilnych woda źródlana Górska Natura zawierała więcej kolonii niż dopuszcza limit. W 1 ml wody zanotowano 28 kolonii.

Smak ma znaczenie

Zarówno smak, zapach, wygląd, jak i konsystencja badanych wód okazały się zadowalające. W żadnym przypadku nie budziły one zastrzeżeń. Jedynie wMuszynianceKindze PienińskiejStaropolance 2000 i Piwniczance wyczuwalny był kwaśny smak, a dodatkowo w przypadku Muszynianki Piwniczanki można było wyczuć mineralny posmak.

czwartek, 15 grudnia 2011

3 wskazówki, które mogą poprawić życie seksualne

Nie trzeba dużo się starać, aby poprawić swoje życie seksualne. Oto trzy wskazówki, które sprawią, że poczujesz się lepiej i wzrośnie Twoje libido.Dużo ćwicz

Ćwiczenie pobudzają wydzielanie endorfin, które poprawiają nastrój i dodają energii.

Odżywiaj się zdrowo

Odżywianie również ma wpływ na życie seksualne. Na przykład, niedobór żelaza powoduje uczucie stałego zmęczenia i dlatego jest niechęć do seksu.

Panuj nad stresem

Ludzie zbyt dużo pracują i ciągle odczuwają stres, a ten stres i problemy w pracy poruszają życia w sypialni.